
Nowy telefon, tablet, aparat fotograficzny, komputer a nawet samochód - tak. Nowa drukarka - po co? "The Wall Street Journal" zastanawia się dziś, dlaczego gadżeciarze nie stosują do tych urządzeń zasady "muszę mieć najnowszy model".
Producenci tłumaczą, że nastawienie emocjonalne użytkowników do drukarek jest zupełnie inne od tego, jak traktują na przykład komputery. Uważamy, że drukarki są "maszynami", więc od razu wymierzamy im cios lub kopniaka, gdy coś nie działa (lub tak nam się wydaje). Tymczasem komputery traktuje tak niewiele osób. Przecież to nie maszyna, tylko wrażliwe "urządzenie elektroniczne".
Producenci mogą proponować coraz to nowe modele drukarek, ale większość biur wymienia tego typu sprzęt dopiero wtedy, gdy poprzednia sztuka zupełnie się zepsuje. Toteż wysiłki HP, która proponuje drukarkę, która przeniesie na papier to, co prześlemy mailem na jej własny adres, nie przyniosą takiego rezultatu, jak marketing nowych smartphone'ów.
Klienci nie wiedzą także, że nowe modele drukarek są znacznie mniej zawodne (wg HP, awaryjność spadła o 25% w ciągu ostatnich 3 lat) i mogłyby im oszczędzić wiele kłopotów. Nowe Xeroxy monitorują parametry świadczące o możliwości wydarzenia się awarii i powiadamiają użytkownika, co należy zrobić, by jej zapobiec.
Mam dwie teorie odnośnie braku presji na posiadanie "najnowszego modelu" drukarki. Po pierwsze, nie jest to akcesorium, które zabieramy ze sobą - jak telefon czy samochód. Nie świadczy zatem o prestiżu właściciela i do lansu się nie przydaje.
Po drugie, pozbywając się starej drukarki, pozbylibyśmy się worka treningowego.
Cena nie odgrywa tu większej roli. Większość niewielkich drukarek jest o wiele, wiele tańsza od nowych smartphone'ów. [WSJ]
Producenci tłumaczą, że nastawienie emocjonalne użytkowników do drukarek jest zupełnie inne od tego, jak traktują na przykład komputery. Uważamy, że drukarki są "maszynami", więc od razu wymierzamy im cios lub kopniaka, gdy coś nie działa (lub tak nam się wydaje). Tymczasem komputery traktuje tak niewiele osób. Przecież to nie maszyna, tylko wrażliwe "urządzenie elektroniczne".
Producenci mogą proponować coraz to nowe modele drukarek, ale większość biur wymienia tego typu sprzęt dopiero wtedy, gdy poprzednia sztuka zupełnie się zepsuje. Toteż wysiłki HP, która proponuje drukarkę, która przeniesie na papier to, co prześlemy mailem na jej własny adres, nie przyniosą takiego rezultatu, jak marketing nowych smartphone'ów.
Klienci nie wiedzą także, że nowe modele drukarek są znacznie mniej zawodne (wg HP, awaryjność spadła o 25% w ciągu ostatnich 3 lat) i mogłyby im oszczędzić wiele kłopotów. Nowe Xeroxy monitorują parametry świadczące o możliwości wydarzenia się awarii i powiadamiają użytkownika, co należy zrobić, by jej zapobiec.
Mam dwie teorie odnośnie braku presji na posiadanie "najnowszego modelu" drukarki. Po pierwsze, nie jest to akcesorium, które zabieramy ze sobą - jak telefon czy samochód. Nie świadczy zatem o prestiżu właściciela i do lansu się nie przydaje.
Po drugie, pozbywając się starej drukarki, pozbylibyśmy się worka treningowego.
Cena nie odgrywa tu większej roli. Większość niewielkich drukarek jest o wiele, wiele tańsza od nowych smartphone'ów. [WSJ]

